(...) W drzwiach stał Eric, mój były. Nie spodziewałam się go tutaj, przecież jeszcze rok temu rzucił mnie dla jakiejś dziwki, a teraz stoi z bukietem kwiatów i tym swoim zniewalającym uśmieszkiem w progu mojego domu.
- Amy.. Kochanie.. - zaczął się jąkać
- Po pierwsze, to od roku nie jesteśmy na Kochanie, Eric. A po drugie, czego chcesz? - wysyczałam przez zaciśnięte ze złości zęby
- Chcę z Tobą pogadać, wyjaśnić tą sprawę z przed roku.. - spuścił wzrok, chciałam dowiedzieć się wersji wydarzeń z jego strony, więc pozwoliłam mu się wytłumaczyć
Usiadł na sofie, a ja na przeciwko niego. Westchnął i odłożył bukiet, który przed sekundą miał w dłoniach. Odchrząknął i zaczął mówić.
- Wiem, że Cie cholernie zraniłem.. Tym bardziej, że to stało się dwa dni po twoich urodzinach, Am. Ale to nie było wcale tak, jak ta szmata napisała w moim imieniu list do Ciebie.. zresztą, wiesz dobrze o czym mówię. - przytaknęłam - No i tak samo nie prawdą jest to, że się z nią przespałem. Tak naprawdę nie znałem jej, ani trochę! Później, kiedy do mnie zadzwoniłaś z płaczem, dlaczego z tobą zrywam przez durnowate listy, ona przyszła do mnie, a właściwie to wtargnęła do mojego domu i krzyknęła "Hej, kotku". - westchnął, ale mówił dalej - No i.. Amy, cholera no.. Przepraszam Cię za tą sytuację, wiem , że nie masz już do mnie zaufania ale.. Chce tylko, żebyś mi wybaczyła to, co sie wtedy stało.. - wyszeptał i spojrzał na mnie smutnym wzrokiem
Nie wiedziałam, co powiedzieć. Łzy same spływały po moich policzkach, to co powiedział, może nie do końca było prawdą, ale wierzyłam mu. Chociaż bałam się to okazać. Nie wiedząc co robię podeszłam do niego i ciągle płacząc przytuliłam go i wyszeptałam - wybaczam, Eric.
W tym momencie do mojego domu wszedł Harry. Kiedy zobaczył mnie w objęciach Erica zatrzymał się i posłał mu groźne spojrzenie. Obrucił się na pięcie i wyszedł, tak po prostu. Bez słowa.. Chciałam go zatrzymać, ale Eric pociągnął mnie za rękę i pocałował. Teraz dopiero zauważyłam jego podły plan, co za kretynka ze mnie! Mój eks zaplanował z dokładnością do sekundy ten cały teatrzyk ,a ja jak głupia mu uwierzyłam.
- Ty sukinsynie! - wykrzyczałam przez łzy i walnęłam go z całej siły w polik
Wybiegłam przed dom, mając nadzieję że spotkam tam jeszcze Hazzę. Nie myliłam się, siedział na chodniku przed samochodem odrywając płatki z jakiegoś krzaka. Podeszłam do niego po cichu i usiadłam obok. Chciałam się przytulić, ale odtrącił mnie.
- Hazz, misiu. - wyszeptałam ,a do moich oczu napłynęła kolejna porcja łez
- Wydało się, co? - powiedział wpatrując się w koło jego samochodu
- Nic się nie wydało, Styles! Wiem, jak to mogło wyglądać, ale to nie tak jak myślisz! - krzyknęłam próbując zatamować łzy
- Yhm, jasne. Wiesz co, Amy? Nie spodziewałem się tego po tobie. - wyszeptał. Zobaczyłam że w jego oczach też pojawiły się łzy. "Amy, idiotko. Co ty najlepszego zrobiłaś?" - pomyślałam
- Udowodnić Ci ?! Posłuchaj mnie.. Eric, ten szmaciarz pojawił się tu nagle, jakieś pięć minut przed tobą! Zaczął mi wyjaśniać tą sytuacje z jego lafiryndą, mówił bardzo wiarygodnie i.. -zacięłam sie , nie mogłam wydusić z siebie tego cholernego słowa
- I przytuliłaś go. Happy end, nieprawdaż? - uśmiechnął się sztucznie i wsiadł do swojego samochodu
Tak, teraz mogłam sobie pomarzyć o wspólnej przyszłości z Harrym Stylesem, moje sny i marzenia poszły się dusić w piekle. Ale cóż, zasłużyłam sobie na to, trzeba było się nie przytulać do tego gnoja. W sumie.. Po co ja to mówię? Zachowuję się jak idiotka! Mój nawet nie wiem czy nadal chłopak odjechał, a mój eks stoi w drzwiach i cieszy się ze swojego planu. Nic dodać, nic ująć.. Po prostu poplątane i wieczne chore życie Amy, psychopatycznej łamaczki serc.
***
Jest drugi ;*
Achh wiem że niektórym może sie nie podobac, że Amy i Hazza to koniec, ale spoko, ich drogi się jeszcze nie rozejdą ;D
Tymczasem : KOMENTUJCIE ! <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Będzie mi miło, jeśli po przeczytaniu tego rozdziału, masz zamiar dodać komentarz. Dziękuję! <3